Wspomnienie podróży po Syberii naszych klientek

Warszawa, 30 lipca 2015

Warszawa–Moskwa–Irkuck ze „Sputnikiem”

Na przełomie czerwca i lipca 2015 odbyłyśmy wspaniałą wycieczkę, indywidualnie, ale pod opieką Biura Podróży „Sputnik”. Wylatywałyśmy z Warszawy do Moskwy z pewnym niepokojem, zrozumiałym w naszym wieku (70+), a spowodowanym zarówno pewnymi stereotypami ukształtowanymi w czasach sowieckich, jak i świadomością, że powodzenie naszej wyprawy zależy od niezawodności nieznanych nam jeszcze rosyjskich opiekunów. Pierwszym etapem naszej podróży było zwiedzanie Moskwy według samodzielnie opracowanego planu, bardzo wybiórcze, ponieważ przeznaczyłyśmy na to zaledwie półtora dnia. Co ważne, przekonałyśmy się, że bez trudu znajdujemy każdą wybraną lokalizację, przemieszczając się metrem przy pomocy mapy i polskiej wersji przewodnika  Michelina „Moskwa” z 2014 roku. Zatrzymałyśmy się w hotelu „Budapeszt”, przy spokojnej uliczce w odległości kilku minut spaceru od Placu Czerwonego i Kremla.

Następnym punktem naszego programu turystycznego był przejazd koleją transsyberyjską z Moskwy do Irkucka – stolicy Syberii. Do pokonania jest ponad 5 000 km, co zajmuje 65 godzin, czyli 3 dni i 4 noce. Podróżowałyśmy w dwuosobowym przedziale klasy Lux, klimatyzacja działała optymalnie, toaleta na korytarzu, czysta i standardowo wyposażona. Posiłki były dostępne w wagonie restauracyjnym, można też było bez trudu zaopatrzyć się w prowiant w kioskach, w czasie postojów na większych stacjach. Widoki z okna raczej monotonne, laski, wioski dość zaniedbane i niepiękne, przeważnie jednak opisywane w literaturze bezkresne trawiaste przestrzenie. Wrażenie robią ogromne rzeki, Kama i Jenisej. W miarę zbliżania się do Irkucka coraz więcej pasażerów o azjatyckich rysach twarzy. Wczesnym rankiem 1 lipca dojeżdżamy do Irkucka, gdzie ma czekać na dworcu przedstawicielka „Sputnika”. Czy będzie??? Nie jesteśmy przygotowane do dalszej samodzielnej podróży.

Jest! To Krystyna, sympatyczna, mówiąca doskonałym angielskim. O 730 według lokalnego czasu zaczynamy więc kolejny, najważniejszy etap naszej turystycznej przygody. W Warszawie jest 130, środek nocy, ale stopniowo zmieniając czas, nie odczuwamy różnicy ani senności. Jedziemy od razu samochodem do nadbajkalskiej wsi Listwianki zwiedzać Muzeum Bajkalskie. Po drodze oglądamy ciekawostkę przyrodniczą – „źródło” Angary, która zdawałoby się na przekór prawom natury wypływa z Bajkału, poważnie uszczuplając zasoby wodne tego tajemniczego jeziora. Zwiedzamy muzeum, cerkiewkę i… tutejszy targ, gdzie zaopatrujemy się w pyszne, świeżo wędzone i jeszcze gorące omule. Nocleg mamy w uroczym drewnianym hoteliku, a rano zabiera nas samochód z powrotem do Irkucka.

W hotelu „Irkuck” spotkanie z Anną, szefową tutejszego „Sputnika”, która mimo wiotkiej figury ofiarnie taszczy nasze walizy, a następnie zapoznaje nas ze szczegółową „mapą drogową” na nasz dalszy, już samodzielny pobyt nad Bajkałem. Ale przedtem przekazuje nas Krystynie, z którą w niemiłosiernym upale zwiedzamy Irkuck. Nie omijamy żadnej z najważniejszych atrakcji turystycznych: kościół polski o pięknej sylwetce – obecnie miejsce koncertów organowych, kilka cerkwi prawosławnych, a także muzeum Dekabrystów. Następnego dnia rano Anna z kierowcą zabierają nas na przystań, skąd mamy odpłynąć do ośrodka „Bajkalskie Diuny”. W swojej opiekuńczości pomaga nam wtaszczyć walizy po trapie, znaleźć miejsca i… odpływamy już same wśród Rosjan.

Podziwiając bajeczne widoki, przejrzystą wodę mieniącą się różnymi barwami, wyrastające z niej skały, dopływamy po kilku godzinach do zatoki Akademickiej, gdzie w mamy spędzić 3 dni. Ośrodek położony jest nad brzegiem Bajkału, w tajdze. Zakwaterowane jesteśmy w dobrze wyposażonym domku kempingowym z oszkloną werandą, posiłki mamy na miejscu, w programie w kolejnych dniach dwie piesze wycieczki z rosyjskimi przewodnikami – do zatoki Babuszki i wyspy Kormoranów. Wędrujemy po skalistych pagórkach, po splątanych konarach bardzo starych cedrów, mając widok z góry na Bajkał. Razem z nami bardzo sympatyczna, rosyjsko-niemiecka grupa turystów. Nasza nowa rosyjska przyjaciółka pokazuje nam osobliwości przyrody ze znawstwem wykształconego botanika. W kolejnym dniu płyniemy statkiem z „naszymi” Niemcami do osady Chużir, położonej na wyspie Olchon – najbardziej tajemniczej z tajemniczych okolic bajkalskich. To już ostatni etap naszej podróży.

Dopływamy do zatoki i tu niespodzianka – okazuje się, że ze na brzeg trzeba przeprawiać się brodząc w płytkiej zatoce, a temperatura wody bajkalska, czyli 60 , no i bagaże! Natychmiast jednak pasażerowie schodzący ze statku i ci czekający na brzegu organizują improwizowane przejście z kamieni  i niemal przenoszą mniej sprawnych pasażerów, a wszystko to bez narzekania, niemal z entuzjazmem! Jednak kultura kolektywistyczna ma swoje zalety. I oto jesteśmy w Chużirze, ostatnim już miejscu naszego pobytu. Stamtąd jeszcze dwie wycieczki w poszukiwaniu śladów szamanizmu i szamanów. Pierwsza na wysepkę Ogoj z buddyjskim sanktuarium na wzgórzu, które oglądamy ze statku i do świętego źródła wody uniwersalnie uzdrawiającej, z dwoma osobnymi ujęciami – dla pań i panów. Oczywiście korzystamy, składając stosowną ofiarę. Druga wycieczka to szaleńcza jazda jeepem, w deszczu, błocie, krętą drogą leśną na przylądek Choboj, gdzie Bajkał łączy się z własną odnogą – Małym Morzem. Po drodze zatrzymujemy się w ciekawych miejscach krajobrazowych, choć deszcz studzi entuzjazm i nawet chęć opuszczania samochodu. Rano jednak, już w słońcu, ostatni spacer do skały Szamana, z pieczarą – ponoć przed laty miejscem pobytu Burchana, głównego boga Syberii. Okolica obfituje w ołtarzyki, przyozdobione charakterystycznymi wstążkami we wszystkich kolorach, nie brakuje też wiernych składających ofiary i  wiążących kolejne kokardki. Punktualnie przyjeżdża mini-bus do Irkucka. Jeszcze ostatnia atrakcja widokowa – przeprawa promem z Olchonu na brzeg Bajkału. W Irkucku niespodzianka – na dworcu autobusowym czeka na nas nie tylko kierowca, ale nasza Ania z pozdrowieniami od Krystyny. Serdeczne przywitanie, podziękowania. Jeszcze nocleg w  znajomym „Irkucku”, tym razem w luksusowym apartamencie (na pożegnanie?) i …koniec przyjemności. Rano samolotem przez Moskwę do Warszawy.

Z naszej podróży wróciłyśmy zadowolone, pełne wrażeń i wcale nie zmęczone. Rosyjska rzeczywistość okazała się znacznie bardziej przyjazna, niż oczekiwania. Doświadczyłyśmy dużo ludzkiej życzliwości, czasem wzruszającej, i to mimo kultu Putina i powszechnego przekonania, że Polacy nie lubią Rosjan. Hotele miały co najmniej przyzwoity standard, nie było śladu robactwa, ani rozwiązań higienicznych z czasów sowieckich, przed którymi ostrzegali nas znajomi wspominający swoje doświadczenia sprzed „pieriestrojki”. Nasza umowa z Biurem Podróży została wypełniona w 100% z naddatkiem. Wycieczka nie była tania, ale skrojona na naszą miarę i z pewnością warta swojej ceny. Polecamy podróże w kierunku wschodnim i Biuro Podróży Sputnik wszystkim turystom zainteresowanym niebanalnymi szlakami.

Irena i Małgorzata